Extra! Jaworzno

Switch to desktop Register Login

Nie sztuką jest wydobywać drogo

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Od pewnego czasu w Jaworznie coraz częściej spotykamy nazwę i logotyp australijskiej spółki wydobywczej Balamara, która planuje eksploatację złóż węgla w Polsce. O jednym z dwóch jaworznickich projektów Balamary rozmawiamy z Dyrektorem Wykonawczym spółki – Piotrem Kosowiczem.

Tomasz Pstrucha: Niemal całe złoże węgla Siersza 2, którym zainteresowana jest spółka Balamara znajduje się w obrębie gminy Jaworzno – dokładniej w Ciężkowicach?
Dyrektor Piotr Kosowicz: - Zgadza się, interesuje nas eksploatacja właśnie tej północno-zachodniej części złóż nie istniejącej już kopalni Siersza.
 
Początkowe projekty zakładały ulokowanie naziemnej infrastruktury kopalnianej na terenie gminy Trzebinia. Obecnie spółka Balamara wolałaby jednak tę część umieścić na terenie Jaworzna.
- Pierwotnie zakładana lokalizacja w Trzebini wiązała się z bezpośrednim sąsiedztwem Elektrowni Siersza. Dostrzegałem dużą szansę na zaopatrywanie w paliwo elektrowni, stąd brałem pod uwagę skrócenie procesu od wydobycia, poprzez przeróbkę, do końcowego odbiorcy.
Chcieliśmy, budując od podstaw nową kopalnię, wykorzystać część terenów należących do elektrowni i na podstawie umowy dzierżawy umiejscowić nań zakład przeróbczy węgla. Szukaliśmy rozwiązań zmniejszających koszty inwestycji, zwiększających efektywność i skutkujących niższą ceną końcową węgla. Elektrownia jako odbiorca miałaby natomiast dostęp do paliwa pozbawionego już na wstępie kosztów transportu.
 
Co się zatem zmieniło, że teraz planujecie naziemną infrastrukturę na terenie Jaworzna?
- Dokładnie przed rokiem ustalaliśmy z Tauronem warunki wstępnego porozumienia w sprawie lokalizacji zakładu przeróbczego na terenie Elektrowni Siersza. Niestety na początku bieżącego roku Tauron przedstawił nam propozycję nie do zakceptowania. Za samą gotowość oddania w dzierżawę terenu pod przyszłą inwestycję, uzależnioną przecież od uzyskania koncesji na wydobycie, mielibyśmy płacić miesięcznie zbyt wygórowaną sumę. To stawiało nas w niekorzystnej sytuacji, gdyż proces koncesyjny jest długi i uzależniony od wielu czynników. W związku z tym przedłożyliśmy swoją propozycję, na którą nie otrzymaliśmy odpowiedzi. W efekcie podjęliśmy decyzję o przesunięciu planowanego zakładu o kilkaset metrów. Ale tu już trafiamy w administracyjne granice gminy Jaworzno. Mimo iż władze Trzebini bardzo sprzyjały umiejscowieniu zakładu górniczego na ich terenie.
 
We wstępnym studium wykonalności inwestycji założony koszt wydobycia przewidujecie na poziomie 170 zł/t. Czy to nie nazbyt optymistyczne, zważywszy że średnia cena wydobycia w polskich kopalniach to około 270 zł/t?
- Pan mówi o „polskich kopalniach”, a my prezentujemy odmienne podejście. Nie sztuką jest wydobywać drogo. Chodzi o taką racjonalizację kosztów, by wydobywać tanio. Mam na myśli standardy australijskie, które sprawdzają się tam od lat. Będziemy też dysponować odmienną technologią wydobycia obniżającą koszty.
Nasze wyniki weryfikować będą inwestorzy prywatni, a nikt nie zainwestuje w projekt utopijny - musimy być rentowni. Nie będziemy sięgać nawet po złotówkę ze Skarbu Państwa. Ja już od pewnego czasu nawet nie porównuję, sposobu obliczania efektywności i kosztu wydobycia przez „polskiej kopalnie” z przyjętym przez nas rozwiązaniem.

Projekt Mariola 1 ma być opłacalny przy sprzedaży węgla po cenie 68 dol./t. Tymczasem cena węgla w portach ARA to aktualnie 55 dol./t. Co zatem z opłacalnością przy takiej konkurencji?
- Cena naszego węgla na pewno będzie konkurencyjna. Sytuacja na rynkach dynamicznie się zmienia. Poza tym to nasi przyszli inwestorzy, a nie forum obywatelskie, będą oceniać założone wskaźniki ekonomiczne. Jeżeli nie przekonamy inwestorów - nie będzie pieniędzy, a zatem nie będzie kopalni. Nawet jeśli dostaniemy koncesję na wydobycie.
 
Aktualnie dla projektu kopalni Mariola 1 najistotniejsza jest decyzja środowiskowa Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach. Dopiero po jej uzyskaniu możecie wystąpić o koncesję do Ministerstwa.
- Złoże ustanowiliśmy – tę część dokumentacji posiadamy. Na podstawie posiadanej koncesji rozpoznawczej będziemy wykonywać dodatkowe cztery odwierty, aby spełnić normy anglosaskie, gdyż pieniądze na inwestycję pozyskiwać chcemy ze źródeł zagranicznych. Dlatego potrzebna nam standaryzacja złoża według norm zachodnich.
Teraz oczekujemy na decyzję środowiskową ze strony RDOŚ. W międzyczasie projekt zagospodarowania złoża musi zostać zaopiniowany przez Okręgowy Urząd Górniczy. Jeśli obie procedury przejdziemy pozytywnie, wówczas złożymy wniosek o koncesję wydobywczą.
 
Złoże Siersza 2, o którym rozmawiamy, zalega pod terenami leśnymi, których znaczną część zajmuje obszar chroniony – Rezerwat „Dolina Żabnika”. Czy nie sądzi Pan, że ten fakt będzie miał znaczący wpływ na decyzję Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska?
- Proszę pamiętać, że ta część złoża była przewidziana do eksploatacji przez nie istniejącą już KWK Siersza – tam po prostu jest węgiel. W moim przekonaniu należy zacząć mówić o ochronie środowiska w inny sposób, włączając w to proaktywne działania. Najlepszym tego przykładem jest nasza inwestycja. Teren pozbawiony został dopływów odpowiedniej ilości wody. Kozibród przestał płynąć i nikt nie wie jak go ponownie nawodnić. Natomiast dzięki robotom górniczym możemy teren obniżyć przez co poziom wód gruntowych znajdzie się wyżej – opisaliśmy to w naszym raporcie oddziaływania na środowisko. Możemy też wydzielić zbiornik retencyjny, powodując zbieranie się wody w potoku Jaworznik. Obniżenie terenu wskutek prac górniczych spowoduje ponowne nawodnienie tego obszaru.
Trzeba zadać fundamentalne pytanie czy mamy bronić status quo, czy działać aktywnie na rzecz środowiska? Wbrew obiegowej opinii, uważam że nasze działania będą wpływać pro-ekologicznie.
 
Tereny planowanej inwestycji są terenami Lasów Państwowych. Nie ma zakładu górniczego bez infrastruktury, a mowa o wkraczaniu w tereny leśne. Jakie jest w tej kwestii stanowisko Lasów Państwowych?
- Rzeczywiście 20-hektarowa działka leży na terenie po wydobyciu piasku, zrekultywowanym nasadzeniami i zwróconym Lasom Państwowym. Nie obawiamy się jednak, bo to kwestia wdrożenia odpowiedniego trybu administracyjnego, by doprowadzić do zmiany przeznaczenia tego obszaru. Poza tym proszę pamiętać, że Polska ma największy stan zadrzewienia od czasów powojennych.
Mając to na uwadze obecne działania Lasów Państwowych są dla mnie niezrozumiałe i bezpodstawne. Wykraczają, moim zdaniem, poza ściśle określone ramy proceduralne.
 
Infrastruktura tego typu inwestycji to nie tylko budynki zakładu, ale choćby drogi zapewniające dojazd pracownikom i transport węgla. Drogi przez las?
- Nie przesadzajmy z tą ilością dróg. Maksymalnie chcemy zatrudniać około 1.200 osób. Trzebinia jest na to przygotowana pod względem drogowym, a od strony Jaworzna nie będzie dojazdu do zakładu. Jeśli chodzi o kwestie obsługi transportowej zakład będzie „ustawiony pod Trzebinię”. Mówimy wyłącznie o dojeździe pracowników i zaopatrzeniu. Węgiel będzie transportowany drogą kolejową.
 
Jakie ramy czasowe przewiduje spółka Balamara dla projektu Mariola 1?
- Chcemy rozpocząć działalność jak najszybciej. Wszystko zależy od decyzji środowiskowej Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Katowicach, a następnie od terminu uzyskania koncesji na wydobycie. Mam jednak świadomość, że w naszym kraju ten proces jest skomplikowany – zdążyłem się o tym już wcześniej przekonać. W każdym razie jesteśmy zdeterminowani, by osiągnąć założone cele. Liczymy, że w 2016 roku będziemy mogli pochwalić się rozpoczęciem realizacji nowoczesnego zakładu górniczego, tak bardzo potrzebnego ze względu na nowe miejsca pracy dla Trzebini i Jaworzna.

 

 

 

Ostatnio zmieniany
tom

Zaloguj się, by skomentować